Lata 30 w Louveciennes

maj 1, 2009 at 7:21 pm (Anais Nin, Dzienniki, Paryż)

louveceinnes2

louveceinnes Anais zamieszkała w Louveciennes w latach 30. Było to dla niej miejsce magiczne, w którym dokonała się znacząca zmiana w jej życiu i w niej samej. To tu poznała Henry’ego Millera, który zakłócił jej ustabilizowaną i -  niestety – nudną egzystencję u boku Hugo. Wprowadzając się do tego domu, Anais pragnęła zmian i w pewnym sensie je przeczuwała. Przygotowywała się na nieznane, co okazało się być rewolucją i wyzwoleniem.

Wszystko zaczęło się w sierpniu 1930 kiedy to Anais i Hugo wybrali się na poszukiwanie domu pod Paryżem. Anais zajęła się jego urządzaniem, chociaż na początku obawiała się, że jej entuzjazm nie jest tak wielki, jak przy poprzednim domu. Jednak już w październiku zapisała w swoim Dzienniku, że zaczyna kochać swój dom. Z czasem zaczęła doceniać ciszę otoczenia a dom okazał się idealnym miejscem do pisania, gdzie Anais mogła odizolować się od innych ludzi i skupić na pracy nad książką o D.H. Lawrensie oraz Dzienniku. Wraz z Anais i Hugo zamieszkała jej matka i brat Joaquin oraz służąca Emila – która okaże się niezwykle pomocna jeśli chodzi o relację Anais – Henry – Hugo :-)

Louveciennes przypomina wioskę, w której mieszkała i zmarła pani Bovary. To mieścina stara, nietknięta i nienaznaczona piętnem współczesnego życia. Zbudowano ją na wzgórzu, z którego roztacza się widok na Sekwanę. Nocami, jeśli powietrze jest przejrzyste, można dostrzec Paryż [...].

Mój dom liczy sobie dwieście lat [...] Gdy z mego okna spoglądam na dużą, zieloną, żelazną bramę, wydaje mi się ona bramą więzienną. Niesłusznie, gdyż mogę opuścić to miejsce w każdej chwili i wiem też, że ludzie nadają miano przeszkody przedmiotowi lub osobie, podczas gdy przeszkoda tkwi zawsze w człowieczej jaźni.

Mimo tej wiedzy często staję w oknie, wpatrując się w dużą, zamkniętą, żelazną bramę, jakby w nadziei, że dzięki głębokiemu namysłowi dostrzegę wewnętrzne przeszkody, zagradzające mi drogę do pełnego, bujnego życia [...]. Wybrałam ten dom z wielu powodów [...]. Czułam, że pod dywanem znajduje się gleba. Mogłabym tu zapuścić korzenie, stanowić jedność z domem i ogrodem, jak rośliny czerpać z nich soki żywotne.

Pierwsze co zrobiłam, to odczyściłam i przywróciłam do stanu pierwotnego basen i fontannę. Wtedy odniosłam wrażenie, że dom ożył. Fontanna była wesoła i żwawa.

Miałam poczucie, że przygotowuję się na przyjęcie nadchodzącej miłości. Winnam rozciągnąć baldachimy, rozwinąć odświętne dywany, najpierw stworzyć cudowny świat, w którym mogłabym ją umieścić, przyjąć stosownie tego honorowego gościa [...].

Każdy pokój pomalowany jest na inny kolor. Jakby każdemu pokojowi odpowiadał odrębny nastrój: ostra czerwień – porywczości, blady turkus – zadumie, brzoskwiniowy – łagodności, zielony – wytchnieniu, szary – pracy na maszynie do pisania. Zwykłe życie nie interesuje mnie. Szukam jedynie intensywnych doznań. Podzielam dążność surrealistów do cudowności.

Chcę być pisarką, która przypomina innym, że takie momenty się zdarzają; chcę dowieść, że istnieje nieskończona przestrzeń, nieskończone znaczenie, nieskończony wymiar. Ale nie zawsze znajduję się w – jak go nazywam – stanie łaski. Mam dni, w których doznaję oświecenia i wstrząsa mną gorączka. Kiedy indziej muzyka w mojej głowie cichnie. Wówczas ceruję skarpetki, przycinam gałęzie, robię przetwory, poleruję meble. Ale gdy to robię, czuję, że nie żyję.

(Dziennik Anais Nin, tom 1, 1931-1934, str. 17-19)

nin-louveciennes3Anais w ogrodzie Louveciennes

nin-louveciennes21Hugo, kuzyn Eduardo i Anais w Louveciennes

henry-w-louvecienHenry z wizytą w Louveciennes

Napisz komentarz