Tydzień Zakazanych Książek

Październik 1, 2009 at 5:47 pm (Książki)

W dniach 26 września – 3 października obchodzony jest w Stanach Tydzień Zakazanych Książek (Banned Books Week).
Według Amerykańskiego Stowarzyszenia Bibliotek (American Library Association) w 2008 roku co najmniej 513 książek zostało zakazanych, jednak ich liczba może być większa. 70-80 procent tytułów nie jest zgłaszanych. Na mapie zaznaczono miejsca, w których obowiązuje cenzura.

mapa

Ponieważ często rodzice mają wpływ na program nauczania w amerykańskich szkołach, przerabiane książki również podlegają ich ocenie. Mogłoby się wydawać, że czasy zakazane dla Zwrotnika Raka Henry’ego Millera czy Myszy i ludzi Johna Steinbacka to zamierzchła przeszłość. Jednak w ostatnich latach tytuły takie jak Umiłowana Toni Morrison, Anioły w Ameryce Tony’ego Kushnera a nawet Przygody Hucka Finna Marka Twaina nie spodobały się niektórym rodzicom.

Zakazano również książeczki dla dzieci, w której zwierzątka mają uczyć tolerancji. Polscy czytelnicy zapewne znają już (chociażby ze słyszenia) historyjkę o pingwinach gejach wychowujących małego pingwinka – Z Tangiem jest nas troje (And Tango Makes Three) Justina Richardsona i Petera Parnella.

Najczęściej powodem nałożenia cenzury jest: obraźliwy język, seks, przemoc, homoseksualizm, okultyzm, religia, antyreligijne nastawienie, polityka, rasizm, itp, itd… Czyli praktycznie wszystko, o czym piszą autorzy :-) Ktokolwiek poczuje się obrażony czymkolwiek, może zablokować całą książkę lub tylko jej wybrane strony, aby uchronić dzieci i młodzież przed… No właśnie, przed czym? Przed myśleniem, własną interpretacją świata opisanego w literaturze, poznaniem innego spojrzenia na życie?

Jak dla mnie całe to cenzurowanie przypomina „obrazę uczuć religijnych”, tak często występującą ostatnio w Polsce. Sztuka, przekaz artysty, próba pokazania problemu zawsze mogą być postrzegane jako obraza, bo nie są zgodne z „obowiązującą” doktryną. Czy jednak ich zakaz nie jest już cenzurą?

Anais nie mogła długo wydać swoich Dzienników w obawie przed cenzurą. Zwrotniki Millera były zakazane w USA aż do lat 60 XX wieku. Abstrahując od tego, czy krytyka feministyczna jest tu uzasadniona a Miller wielkim mizoginem był, możliwość przeczytania i samodzielnej oceny jego twórczości została uzależniona od decyzji urzędników.

Tytuły, które dziś zalicza się do kanonu literatury światowej, kiedyś były zakazane. Zmieniła się obyczajowość, coraz więcej rzeczy jest akceptowanych, coraz więcej granic przekraczamy. Z drugiej strony wkracza polityczna poprawność i uczucia religijne, które dla niektórych są współczesną formą cenzury.

Tydzień Zakazanych Książek to akcja zapoczątkowana w 1982 roku, stawiająca sobie za cel przywrócenie wolności czytania. Od tego czasu ponad 1000 tytułów zostało zakwestionowanych w szkołach, księgarniach i bibliotekach. Jedną z form protestu jest głośnie czytanie zakazanych książek, organizowane właśnie w księgarniach i bibliotekach: The Banned Books Week Read-Out. Do udziału we wspólnym czytaniu zaprasza się również autorów owych obrazoburczych dzieł :-)

Albo umieszcza się śmieszne filmiki na youtube i zachęca do robienia własnych:

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Szukajcie a(ż) znajdziecie…

Wrzesień 17, 2009 at 3:12 pm (Anais Nin, Książki, Paryż)

Hurra! Nareszcie wygrzebałam wiadomość, której szukałam od dość dawna: w jakim miesiącu została opublikowana pierwsza książka Anais Nin – D. H. Lawrence: An Unprofessional Study. Wszędzie można znaleźć informacje o roku i miejscu, ale miesiąc się pomija. Pisałam nawet do Paula Herrona, miłośnika Anais Nin, redaktora wydawnictwa i portalu Sky Blue Press oraz bloga poświęconego Anais, ale nie potrafił mi pomóc. Tymczasem ta informacja była tuż pod moim nosem, stała sobie spokojnie na półce od kilku lat, czekając na swoją kolej (całkowitego pochłonięcia od deski do deski :-)

A Literate Passion. Letters of Anais Nin and Henry Miller 1932-1953 (Alison & Busby, London, 1992).

listy_1

Zbiór listów kupiłam dawno temu w londyńskim antykwariacie, przejrzałam zawartośc i pewnie nie zwróciłam uwagi na szczególik we wstępie (napisanym oczywiście przez Gunthera Stuhlmanna): Anais Nin jako autorka książki pojawiła się po raz pierwszy w Paryżu, w lutym 1932 roku. Tadam tadam! Będzie co świętować za kilka miesięcy – poza urodzinami Anais i moimi (obie jesteśmy spod znaku Ryb i dzieli nas tylko kilka dni, i trochę więcej niż kilka lat… ;-)

A do tego to mój sukces osobisty, ponieważ Paul Herron jeste redaktorem książki o Anais Nin (Anais Nin: A Book of Mirrors) i zajmuje się badaniem jej życia od dawna. Tymczasem to ja, taka malutka, niepozorna fanka Nin zdobyłam upragniony szczegół :-) Na pewno nie jest to epokowe odkrycie, bo nadal nie znam dnia, nie mam też tego pierwszego wydania i nie wiem, czy gdzieś się jeszcze zachowały pierwsze egzemplarze, ale… Fajowo jest i tak!

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Podejście numer dwa

Wrzesień 11, 2009 at 11:58 am (Droga Redakcjo!, Książki)

Tadam tadam! Nadejszła wiekopomna chwila :-) Wreszcie otrzymałam WŁAŚCIWY dyplom, a więc jestem już dyplomowaną Edytorką i znawczynią Rynku Książki! Imię i nazwisko poprawne i nareszcie ja to ja. Intuicja mi podpowiada, że wraz z nowym – WŁAŚCIWYM – dyplomem nadchodzą zmiany na lepsze w moim zawodowym życiu :-) Tiaaa, nie ma to jak pozytywne myślenie w chwili, kiedy branża zaczyna zmagać się z kryzysem. Pomijając fakt, że trzeba bedzie ciężko walczyć o własne miejsce. Puk puk! To ja! Wpuśćcie mnie i dajcie mi szansę. Teraz przynajmniej pokażę wam dyplom :-) Jeszcze nie jestem sławna, ale się ujawnię. A co! Na pewno mi to pomoże w karierze. A więc, oto ja:

agatka edytorstwo dyplom

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Zaginiona Delta Wenus odnaleziona… na Litwie

Sierpień 25, 2009 at 3:32 pm (Anais Nin, Droga Redakcjo!, Książki)

Z pamiętnika podróżnika (bo podróżniczki się nie rymuje, chyba że Podróżniczki pamiętniczki…):

1001 knyga_litewski

1001 knyga, kurią privalai perskaityti to litewska edycja 1000 książek które musisz przeczytać. Wydawnictwo Naujoji Rosma, w przeciwieństwie do polskiej Elipsy, zadbało o zawartość publikacji i na stronach poświęconych Anais Nin umieściło nie tylko krótką notkę biograficzną, ale i recenzję Delty Wenus. Taki jest zresztą format tej książki. Cieszy, że chociaż nasi sąsiedzi mają możliwość dowiedzieć się, dlaczego Nin pisarką wielką była :-) Na ten sensacyjny trop wpadłam w księgarni w małej miejscowości uzdrowiskowej Druskininkai (pol. Druskieniki) nad Niemnem.

Na koniec rozrywka: znajdź różnicę!

1001 knyga_tekst

ksiazki_brak tekstu_2


Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Wywiad z biografką Anais Nin – Deirdre Bair

Lipiec 16, 2009 at 11:36 am (Anais Nin, Droga Redakcjo!, Dzienniki, Książki)

Zamieszczam wywiad z Deirdre Bair, która w 1995 wydała biografię Anais pt. Anais Nin: A Biography (niestety na razie nie do kupienia w Polsce, ale można ją znaleźć np. na amazonie), . Znalazłam go na stronie salon.com i postanowiłam go przetłumaczyć, ponieważ wydał mi się ciekawy. Autorka przyznaje, że nie zamierzała zdemaskować Nin i udowodnić, że była ona tylko oszustką, przedstawiającą siebie w lepszym świetle. Bair zaakceptowała wszystkie kłamstwa Nin i postanowiła opisać je w kontekście całego życia pisarki.

Wydaje się, że z innej perspektywy patrzyła na Anais jej inna biografka, Noel Riley Fitch. Polskie wydanie jej książki, Życie erotyczne Anais Nin, wydawca reklamował jako obalające mit Nin i ukazujące jej prawdziwe oblicze. Ja nie odniosłam takiego wrażenia, ale może dlatego, że w polskiej wersji zabrakło przypisów z komentarzami autorki (zapewne na temat postępowania Anais i przedstawiających prawdziwe fakty).

Deirdre Bair przyjęła znacznie łagodniejszą, choć momentami oceniającą postawę. Jednak jej ocena nie jest zbyt surowa, a książka Bair to cenna pozycja w biblioteczce miłośników Anais :-)


[Dear Diary: Deirdre Bair on the secret life of Anaïs Nin]


By CYNTHIA JOYCE

Kiedy Deirdre Bair, badaczka literatury i dziennikarka, zaczynała studia nad życiem Anais Nin, jej wiedza na temat słynnej pamiętnikarki i pisarki literatury erotycznej była niewielka i dotyczyła tylko najbardziej znanych faktów. Jednak po przestudiowaniu ponad 250 000 ręcznie zapisanych stron pamiętnika Nin oraz po przeprowadzeniu niezliczonych rozmów z tymi, którzy znali pisarkę, Bair stworzyła obraz Anais Nin znacznie różniący się od tego, jaki pojawia się w samym dzienniku.

W „Anais Nin: A Biography”, która przyniosła Bair drugą już National Book Award w dziedzinie biografii (pierwszą dostała w 1981 za biografię Samuela Becketta) i niedawno została wydana przez Penguin w formie paperback, Bair ujawnia, że znaczna część życia Nin koncentrowała się na kazirodczej relacji z ojcem, z którym miała romans we wczesnych latach trzydziestych XX wieku. Z drugiej strony stwierdza też, że chociaż Nin nie była tak niezależną kobietą, jak sama siebie przedstawiała, to jednak była „świetlanym przykładem modernistycznej maksymy ‘Make it new’ (Zrób to na nowo), na tyle przewidującą by zawsze być tam, gdzie rzeczy świeże, ekscytujące, a często kontrowersyjne”.

W San Francisco, na jednym z serii odczytów, Bair rozmawia z Salonem na temat wyjątkowego miejsca Nin w historii dwudziestowiecznej kultury, o tym, dlaczego zaistniała w dziedzinie wspomnień i erotyki, ale w innych gatunkach literackich już nie, i wreszcie w jaki sposób biografowie powinni podchodzić do ujawniania faktów z życia osobistego ludzi, o których piszą.

Po napisaniu biografii dwóch z najważniejszych postaci kultury i literatury, Simone de Beauvoir i Samuela Becketta, wybrała Pani Anais Nin – wbrew radom większości kolegów i pomimo tego, że sama nazwała Pani Nin „największą z najmniejszych pisarek”. Dlaczego?

Tak naprawdę to nie było wbrew ich radom. Być może byli zaskoczeni i sugerowali, że Nin i ja to niezbyt dobrana para. Wybrałam ją, ponieważ kończyłam właśnie biografię Simone de Beauvoir i czytając wielokrotnie jej wspomnienia byłam zafascynowana pomysłem jak, dlaczego i jakie kobiety piszą o sobie samych. Na początku myślałam o napisaniu artykułu, może kolumny poświęconej kobietom lub czegoś w tym stylu. Następnie zapoznałam się z kilkoma dziennikami, ale tylko pobieżnie, nie czytałam tego zbyt dokładnie.

Cały czas myślałam o życiorysach, które kobiety przelały na papier i o tym, czy zrobiły to dla siebie, na użytek prywatny, czy raczej zawsze miały na uwadze to, że ich wspomnienia będą czytane przez innych, albo czy piszą to dla potomności. Wszystkie te pytania pojawiły się w czasie, gdy wielu ludzi wspominało przy mnie Anais Nin lub zadawało pytania na jej temat. Nagle pomyślałam, że zamiast artykułu czy pracy krytycznej napiszę biografię, w której odpowiem na te wszystkie pytania, a Anais Nin będzie się do tego świetnie nadawać.

Dlaczego, według Pani, Nin została tak surowo potępiona za kłamstwa w swoim dzienniku?

Ktoś kiedyś powiedział, że  wspomnienia, pamiętnik, dziennik czy prywatne zapiski muszą być prawdziwe. To było przez okresem postmodernizmu, kiedy wszyscy stwierdziliśmy, że „nie ma prawdy, nie istnieje jedna prawda. Jest twoja prawda i moja prawda”. Więc kiedy dziennik Nin został opublikowany, kobiety w latach sześćdziesiątych, kiedy rodził się ruch feministyczny, czytały go i mówiły: „O mój Boże, ta kobieta miała naprawdę idealne życie. Sama podróżowała po świecie, żyła niezależnie, robiła co chciała, sama decydowała o swojej seksualności, pieniądzach, wszystkim. Wszystkie chcemy być Anais Nin.”

Wiele kobiet, które znam, odeszło od swoich partnerów, zmieniło tożsamość seksualną, po prostu całkowicie zmieniło swoje życie, i w wielu przypadkach naprawdę zniszczyło sobie życie. A potem stopniowo zaczęło wychodzić na jaw, że Nin miała nie jednego męża, ale dwóch i jeden z nich był nieprawdopodobnie bogaty i to on płacił za wszystko. Ona nigdy tak naprawdę nie robiła nic sama, zawsze otaczali ją ludzie, dzięki którym była bezpieczna. Tylu ludzi odwróciło się od niej, ponieważ w dziennik nie opisywał prawdy. Ludzie nie potrafili przyznać, że wspomnienia i dziennik mogą być wersją czyjegoś życia, opisanego w taki sposób, aby zostało poznane i odebrane tak, jak piszący chciał. Byli na nią źli. Myślę, że Nin była tak naprawdę jedną z pierwszych, trzydzieści czy czterdzieści lat temu, których atakowano za to, że nie mówiła prawdy. I nagle dążenie do prawdy stało się najważniejsze i wszyscy badacze piszący biografie mogli triumfować: „Ha! Robert Frost był kłamcą! Fitzgerald był kłamcą! Wszyscy byli kłamcami, nie mówili prawdy!”.

No dobrze, ale co z twórczością? Czy możemy oceniać twórczość? Dlaczego żądamy, aby życie innych ludzi było idealne? Dlaczego oni nie mogą być normalnymi ludźmi, jak my?

Dlatego to ja powiedziałam: “Ja nie mam problem z twoja wersją rzeczywistości; jeżeli chcesz opowiedzieć to w ten sposób – dobrze. Nie zamierzam grozić ci palcem i mówić ‘ty niegrzeczna, okropna kłamczucho’. Ok, skłamałaś, a ja opiszę to w pełnym kontekście.”

Biorąc pod uwagę obecny literacki klimat, gdzie tyle fikcji literackiej opiera się na domniemanych wspomnieniach – czy Nin miałaby całkowicie inne doświadczenia, gdyby pisała teraz?

Gdyby dzisiaj żyła, jej dziennik zostałby wydany dużo wcześniej i dużo łatwiej. W latach pięćdziesiątych wszyscy bali się cenzury – od 1940 do 1960 kiedy „Kochanek Lady Chatterley” (autorstwa D. H. Lawrence’a), dzisiaj to raczej łagodna powieść, był zakazany. Książka „Buszujący w zbożu” (J.D. Sallingera) była nieprzyzwoita. Trzeba się odnaleźć w kontekście historycznym i zdać sobie sprawę, że w tamtych czasach dziennik szokował i nikt go nie chciał.

Dzisiaj Nin z łatwością mogłaby go opublikować, więc może nawet nie próbowałaby pisać fikcji, ponieważ pisanie dziennika było dla niej proste, podczas gdy pisanie fikcji przychodziło jej z trudem. Nigdy nie zrobiłaby tego skoku poza siebie, w świat czystej fikcji. Jej materiałem do pisania była ona sama, jednak nigdy nie była w stanie przemienić „swojego ja” w całkowicie „inne ja”, w inną jednostkę.

Ale największy sukces komercyjny, przynajmniej za życia, odniosła dzięki opowiadaniom erotycznym. Być może to właśnie była jej najlepsza beletrystyka?

Prawdopodobnie tak, z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że pisała je na zamówienie. Powiedziano jej, żeby „się pozbyła całej poezji, to mają być tylko opisy seksu, nic więcej”. Pisała je bardzo szybko dla pieniędzy, więc nie mogła wpaść w tę samą pułapkę, co przy próbach pisania własnej prozy, przeskakując w czystą kreatywność, której wymaga beletrystyka. Z pewnością większość pisarzy czerpie motywy z własnego życia, z życia ludzi wokół nich i przerabia je w formę fikcji literackiej, ale udaje im się stworzyć przy tym sztukę.

A Nin nigdy się to nie udało?

Nin zawsze tak się obawiała zdemaskowania swoich grzeszków, że nigdy nie była w stanie tego zrobić. Natomiast pisząc erotykę była pewna, że opowiadania lądują w rękach prywatnego kolekcjonera i nigdy już nie ujrzą światła dziennego. Po prostu siedziała przy maszynie do pisania i produkowała je jedno za drugim. I tyle.

Czy uznaje Pani jej opowiadania erotyczne za literaturę?

Jak najbardziej. Moja przyjaciółka, Michele Slung, która jest swego rodzaju ekspertką w dziedzinie pornografii i erotyki, uznaje erotyki Nin za najlepszy przykład kobiecej literatury erotycznej. Jest to również tak naprawdę pierwszy raz, kiedy kobieta była w stanie wyrazić kontrolę nad swoją seksualnością w tak lirycznej i pięknej formie. Czytałam opowiadania Nin, jak również inne erotyki, ale liczę na weryfikację tej opinii przez ekspertów. Sama ją podzielam.

Film „Henry i June”, opowiadający o relacji pomiędzy Anais Nin, Henrym Millerem i jego żoną June, został oparty na dzienniku Nin, jednak przedstawia obraz zupełnie inny niż ten oferowany przez Panią.

Byłam pod wrażeniem w jaki sposób reżyser (Philip Kaufman) zdołał przenieść na ekran wydarzenia  i rozmowy, jakie Nin opisała w dzienniku.

Jednak dwa fakty zostały całkowicie źle pokazane i należy je wyjaśnić. Po pierwsze Anais Nin nigdy nie miała kontaktu seksualnego z June Miller. Pierwsze lesbijskie doświadczenie Anais Nin miało miejsce podczas orgii w latach czterdziestych w Nowym Jorku i nie podobało się Anais. Po tym wydarzeniu Nin nigdy już nie miała kontaktów seksualnych z kobietami.

Po drugie Hugh Guiler, jej mąż, nie był tym błaznem, idiotą, rogaczem, głupim mężczyzną, jakim przedstawił go Kaufman w swoim filmie. Hugh Guiler był bardzo wrażliwym, wyrafinowanym mężczyzną, który wiedział o wszystkim, ale po prostu nie chciał tego widzieć. Tak więc poza tymi dwoma faktami wszystko inne w filmie było bardzo dokładnie oddane.

Czy uważa Pani, że Nin była zdecydowanie ważniejszą postacią dla kultury niż pisarką?

Myślę, że z biegiem czasu dziennik stanie się ważnym historycznym dokumentem, ponieważ ludzie w XXI i XXII wieku będą chcieli wiedzieć, kim byliśmy i jak żyliśmy. W dzienniku Anais Nin odnajdą ogromną dawkę kultury i informacji.

Myślę, że dziennik stanie się swego rodzaju przyczynkiem do historii do XX wieku, zaczynając od lat dwudziestych, kiedy Nin mówi o tym, jak ważny był magazyn Delineator (bardzo ważna na początku XX wieku publikacja), następnie w latach dwudziestych T.S. Eliot i jego „Prufrock” czy Joyce i „Ulisses” oraz lata trzydzieste, w których zapisał się D.H. Lawrence, a także dużo, dużo więcej informacji. Wszystko, co się liczyło w każdej dekadzie XX wieku, Nin dokładnie opisywała.

Czy Pani jako pierwsza dokładnie zbadała relacje Nin z jej ojcem?

Tak. Miałam przeczucie, że odkryję kazirodztwo i rozmawiałam o tym szczegółowo z jej bratem Joaquinem zanim natknęłam się na to w dzienniku, a także kiedy już, gdy to odkryłam. Rozmawiałam również z jej siostrzenicą, która jest prawniczką w San Francisco i córką zmarłego brata Nin, Thorvalda.

Jestem członkinią Nowojorskiego Instytutu Nauk Humanistycznych (New York Institute for the Humanities), swego rodzaju think tank. Od lat prowadzone jest tam seminarium z udziałem ośmiu czy dziewięciu kobiet panelistek z różnych ruchów, od Freuda przez Junga do Melanie Klein, które specjalizują się w różnych rodzajach przemocy wobec kobiet. Poprosiłam je o przeczytanie fragmentu z dziennika Nin. Dałam im go na seminarium, ponieważ nie chciałam, aby się dostał w niepowołane ręce.

Obserwowałam je podczas czytania i zauważyłam, że z trudem łapały powietrze. Wszystkie podkreślały te same fragmenty i kiedy zaczęła się dyskusja, powiedziały: „Boże! Ten język to klasyczny opis kazirodztwa dorosłych osób. To klasyczne rozdzielenie rodzica i dziecka w bardzo wczesnym wieku, którzy spotykają się jako dorośli i dopuszczają się kazirodztwa, ale jest to romans, a nie przypadek molestowania. Fragment, który napisała, mógłby się znaleźć w każdym podręczniku.”

Miałam tylko jej pisaną wersję, nie miałam wersji jej ojca. Ale mam listy, w których kubańscy członkowie rodziny mówią, że „Anais wydaje książkę pod okropnym tytułem Dom kazirodztwa (House of Incest), co zbulwersowało jej ojca”. Przypisywali to jej złym manierom i odwróceniu się od korzeni, tymczasem ojciec Anais był śmiertelnie przerażony, że opisała w książce ich romans.

Czy fakt, że Nin nie żyła, kiedy pisała Pani książkę, dawał Pani poczucie swobody w ocenianiu jej charakteru?

Szczerze mówiąc, nie. Kiedy pisałam biografię Becketta, byłam świadoma, że pewne aspekty jego życia – życie w Dublinie, związek z matką, jego analiza – były sprawami prywatnymi i nie powinny zostać przelane na papier. Wiedziałam jednak, że jako badaczka jestem odpowiedzialna za opisanie tych rzeczy, ponieważ nieustannie pojawiają się w jego twórczości. Zrobiłam to z wielką trwogą; bałam się, że cały świat obróci się przeciw mnie, wziąwszy mnie za plotkarę. Ale wiedziałam, że mam obowiązek napisać o tych sprawach, więc to zrobiłam.

Tak samo było z Simone de Beauvoir, która powtarzała mi na każdym etapie pracy: „Wiem, że zamierzasz napisać o tym i o tym” a ja odpowiadałam: „Tak, i zamierzam opisać to w ten sposób. Jeżeli pani się z tym nie zgadza, proszę poprawić teraz, ale jeśli ja się nie zgodzę z panią, i tak napiszę to po swojemu”.

Jednak najbardziej wzruszająca rzecz, jaka mi się przytrafiła w mojej karierze, jest związana z bratem Anais Nin, Joaquinem, uznanym muzykiem i muzykologiem mieszkającym w Berkeley, byłym kierownikiem wydziału muzyki na tamtejszym uniwersytecie. Kiedy wysłałam mu egzemplarz książki, napisał mi list: „A więc potwierdziła pani wszystkie potworne rzeczy, których dopuściła się moja siostra i które od dawna podejrzewałem. Ale opisała je pani w taki sposób, że pozwala mi to nadal ją kochać”.

Wywiad w oryginalnej wersji można znaleźć tutaj

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Shakespeare & Company

Lipiec 14, 2009 at 11:18 am (Anais Nin, Książki, Paryż)

sylvia4Sylvia Beach, Paryż, George Whitman, literatura, książki, Amerykanie w Paryżu, i wreszcie Anais…Co ich łączy?

Księgarnia  Shakespeare & Company założona przez Sylvię Beach działała w latach 1919 – 1941. Jej pierwszy adres to 8 rue de Dupuytren – otwarta 17 listopada 1919 i wzorowana na La Maison des Amis des Livres (rue de l’Odeon 7) należącej do Adrienne Monnier.

Jednak nie była to tylko anglojęzyczna księgarnia. Sylvia pozwalała również na wypożyczanie swoich książek, prowadziła rejestr czytelników i wystawiała dla nich karty biblioteczne.

Po przeprowadzce w 1921 na rue de l’Odeon 12, Shakespeare & Company znalazła się na przeciwko La Maison des Amis des Livres.  Jednak Sylvia i Adrienne nie rywalizowały ze sobą o klientów. Poza zamiłowaniem do literatury łączył je także namiętny romans. Noel Riley Fitch napisała świetną biografię Sylvii: Sylvia Beach and the Lost Generation. A History of Literary Paris in Twenties & Thirties. Na razie jeszcze nie przetłumaczono jej na język polski, ale można ją kupić np. w empik.com

sylvia_company3

sylvia_company1

Legendarna księgarnia odżyła dzięki innemu Amerykaninowi. W 1951 George Whitman, znajomy Sylvii Beach, założył drugą Shakespeare and Company i stworzył własną legendę: „Portrait of a Bookstore as an Old Man”.

georgeandsylvia-big
Na zdjęciu George i jego córka Sylvia Beach Whitman

Miłośnicy literatury podążają nad Sekwanę na 37 rue de la Bűcherie, gdzie wśród niezliczonej ilości książek i pamiątek związanych z największymi postaciami literatury można odnaleźć prawdziwe perełki.

Shakespeare86

inside-shakespeare-and-co

Obecna właścicielka to córka Whitmana – Sylvia. Byc może ją nawet spotkałam nie wiedząc o tym, kiedy rok temu odwiedzałam księgarnię i z żalem odchodziłam od pierwszego wydania kompletu Dzienników Anais. Dzienniki zostały w księgarni, 500 euro zostało na koncie a w mojej głowie i sercu zostało uczucie, że znowu byłam w miejscu, gdzie kiedyś przede mną pojawiała się Anais, Henry, poeci z Beat Generation i wiele wiele innych literackich Osobistości :-) A gdzieś na wyższym piętrze niedostępnym dla klientów znajdują się egzemplarze z oryginalnej księgarni Sylvii…

nin_shakespeare3Anais i George w jego księgarni

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Meta-lista 100 książek do przeczytania wg Newsweeka

Lipiec 13, 2009 at 11:45 am (Książki)

Kilka dni temu Newsweek opublikował Listę Wszechczasów – listę 100 książek wartych przeczytania, która powstała na podstawie pierwszych „dziesiątek” innych zestawień.

Anais Nin tam nie ma – co mnie właściwie nie dziwi. Za to pojawiają się inne pisarki amerykańskie i brytyjskie, które cenię. Wymieniam kilka:

dwukrotnie Virginia Woolf (7. Do latarni morskiej, 24. Pani Dalloway),

George Elliot (13. Middlemarch),

dwukrotnie Toni Morrison (20. Umiłowana, 57. Pieśń Solomonowa),

Harper Lee (40. Zabić drozda),

Edith Wharton (78. Wiek niewinności),

Willa Cather (82. Death Comes for the Archbishop),

Alice Walker (99. Kolor purpury)

Wsród moich ulubionych panów są F. S. Fitzgerald, Ernest Hemingway, D. H. Lawrence, James Joyce, James Baldwin, Philip Roth, John Updike… i jeszcze kilku innych – prawie cała historia literatury amerykańskiej (i trochę brytyjskiej). No i oczywiście Henry Miller i jego Zwrotnik Raka na miejscu 82. Dobre i to. W końcu gdyby nie Anais i jej pomoc, to Wielkie Gorszące Arcydzieło mogłoby nie powstać :-)

A tak na marginesie, uważam, że odbiór literatury jest bardzo indywidualny, przez co każda taka lista będzie bardzo subiektywna. Top 10, 100, 1000 „must-read” zależy od gustu tego, kto ją układa. Przekonanie, że „X wielką poetką była” to nasza osobista ocena jej talentu. Patrząc na „wartości uniwersalne” przekazane w danym utworze, należałoby się zastanowić, czym owe wartości tak naprawdę są. I ważniejsze – czy na pewno są uniwersalne? Polska teoria literatury chyba jeszcze tego nie rozumie. Bo przecież żyjemy w kraju katolickim, gdzie uniwersalne wartości chrześcijańskie muszą być przestrzegane. Bo są uniwersalne. Kropka. To takie oczywiste, że biały heteroseksualny mężczyzna reprezentuje światopogląd całej ludzkości… Takie USA na przykład obaliły to przekonanie już w latach 60 XX wieku, ale przecież w USA nie ma żadnej kultury – jak mawiają „znawcy” :-P

books

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Przeceniona Anais

Lipiec 8, 2009 at 7:05 pm (Anais Nin, Książki)

Smutne, bo to oznacza, że nawet wydawca stracił nadzieję, że ktokolwiek kupi jeszcze Życie erotyczne Anais Nin w „normalnej” księgarni za normalną cenę. Za to wielbiciele okazji mogą „nabyć drogą kupna” przecenioną biografię Nin w Składzie Tanich Książek Dedalus na Koszykowej 59 w Warszawie. Nie sprawdzałam, ile kosztuje. Zobaczyłam na wystawie i sobie pomyślałam, że to wielka szkoda, że ludzie w Polsce nie kupują książek, przez co większość z nich ląduje w końcu na różnych wyprzedażach. Anais trzymała się dosyć długo :-) Aż 3 lata! I pewnie w jakichś „zwykłych” księgarniach też się jeszcze znajdzie i może ktoś ją kupi.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Utracone książki, utracony sens…

Maj 27, 2009 at 10:43 am (Droga Redakcjo!, Książki)

Tak mi jakoś przyszło do głowy, pewnie na fali niedawnych Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie, chociaż tym razem nie odnosi się bezpośrednio do Anais. Z drugiej strony… kiedyś zaginął kufer z jej Dziennikami, więc może jednak jest wspólny element :-)

Alexander Pechmann: Biblioteka utraconych książek (Świat Książki, 2009)

ksiazki_utracone

Praca bardzo ciekawa, bo mówi o zaginionych dziełach: zgubionych, zniszczonych, zapomnianych. Niestety autor – wydawca i tłumacz dziewiętnastowiecznej literatury angielskiej i amerykańskiej, więc jednak znawca – lub redaktorka nie uniknęli podstawowego błędu. Chodzi o powieść Mary Shelley pt. Frankenstein, czyli nowy Prometeusz.

[Młody szlachcic Wolfstein] spotyka alchemika Ginottiego, który opętany ideą życia wiecznego zawarł pakt z diabłem. Diabeł zagwarantuje mu nieśmiertelność, jeśli ten zdoła nakłonić Wolfsteina do zanegowania istnienia Boga. Ta historia przypomina trochę Frankensteina Mary Shelley. Potwór ukazujący się Ginottiemu we śnie mógł niewątpliwie stanowić wzorzec dla smutnej postaci Victora Frankensteina pozszywanego z różnych trupich części.

(str. 40)

Pytanie zasadnicze: kim był Frankenstein? Czy to szalony naukowiec, który stworzył potwora z pozszywanych części ludzkich ciał? A może Frankenstein to imię tego właśnie potwora? W masowej kulturze utarło się to drugie. Błędnie. Tak naprawdę Victor Frankenstein Mary Shelley to twórca nieszczęśliwego potwora. Taka nieścisłość nie powinna pojawić się w takiej książce, bo zamiast prezentować ciekawostki ze świata literatury i zachęcać do jej czytania, utrwala błędne wyobrażenia. Nie posądziłabym autora o to, że sam nie  przeczytał powieści Shelley i oparł się jedynie na jej opracowaniu. A może nie zrozumiał, kto jest kim? Też raczej mało prawdopodobne. Nie posądziłabym o to również polskiej tłumaczki/ redaktorki/ korektorów. Ludzie pracujący w branży chyba czytali klasykę? Więc kto popełnił błąd? :-)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

54. Międzynarodowe Targi Książki

Maj 22, 2009 at 9:57 am (Książki)

targi Tym razem nie o samej Anais, bo szczerze wątpię, że doczekam się jej następnej publikacji po polsku. Dzisiaj o tym, że Warszawa gości wydawców z całego świata. Powiedzmy… Chociaż międzynarodowo, chyba jednak nie aż tak prestiżowo jak w Londynie czy Frankfurcie. Ale i tak się cieszymy :-) Dużo, dużo książek w jednym miejscu. Tłumy (?) odwiedzających i trochę ciasno. Powód do radości: są jeszcze ludzie, którzy umieją i chcą czytać książki. E-book nam nie straszny, bo przecież to TEŻ jest książka. Lepsza taka, niż żadna. Google nam się też podoba i pewnie wkrótce docenimy to, że za niewielką opłatą będzie można sciągnąć sobie każdą książkę. Szkoda, że polscy pisarze nie rozumieją tego, że ich twórczość powinna być na sprzedaż – w jakikolwiek dostępny sposób. A skoro postęp technologiczny umożliwia nabywanie książek online w formie plików, to czemu wszyscy – i czytelnicy, i pisarze – nie mamy z tego korzystać? Najwyraźniej polscy artyści tak się boją komputera i internernetu, że nawet logiczne argumenty nie są w stanie ich przekonać. Co więcej, wielu przyznaje się do tego, że pierwszy raz słyszy o inicjatywie Google ale i tak jest przeciwna… Oto Polska właśnie… :-P

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

« Previous page · Next page »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.